Słowa

Posted by Lorelai on grudzień 25, 2015

Już tak długo chowam się przed słowami. Od miesięcy skrywam je za pomalowanymi w kwiaty i motyle drzwiami. Nie śmiałam mówić, bo słowa to klucze, które potrafią rozpętać przerażającą burzę uczuć tak obezwładniających, że sprawiają, że chcę przestać istnieć.

A istnieć muszę. Nie wiem właściwie dlaczego. Może powodem jest to wzrastające życie, za które jestem odpowiedzialna? Albo może kiedyś zrobię coś pozornie nieistotnego, co, jak domino, popchnie w ruch zdarzenia mające dla kogoś jakieś znaczenie? Nie mam pojęcia. Ale istnieję, więc widocznie muszę.

Ból jednej straty byłby wystarczający, abym przestała sobie radzić z życiem. A strat było ostatnio tak wiele …

Tato, zostawiłeś mnie z niczym, poza niedokończoną filiżanką herbaty. Ty – jedyny człowiek, który mnie naprawdę kochał. Nie maskę, w którą przybierałam moją twarz ; nie osobę, którą chciałeś, żebym była; nie to, co mogłam dla ciebie zrobić. Po prostu mnie. Bez ciebie nie ma domu, nie ma bezpieczeństwa, nie ma miłości. Mnie też prawie nie ma…

Mama tak naprawdę nigdy nie istniała, jedynie w mojej wyobraźni. Widziałam coś, czego nie było przez moją nadzieje na to, kim potrzebowałam, żeby była. Ale wraz z tobą, Tato, znikły wszystkie Jej iluzje, a jedyne co zostało to smutna, zagubiona kobieta, która nigdy nie zauważyła różnicy pomiędzy kochaniem człowieka, a kochaniem swojego wyobrażenia o nim. Która myliła kontrolę z opieką, a lęk z szacunkiem. Nigdy nie było nic więcej, tylko ta głupiutka dziewczynka w moim sercu nie chciała w to uwierzyć.

I On, ten, któremu dałam z siebie wszystko – moje nadzieje i marzenia, moją siłę i wsparcie, moje poczucie własnej wartości. Ten, w którym się zagubiłam, a kto złamał mi serce tysiące razy. W końcu nie było już nic do złamania i jego też straciłam, a wraz z nim resztki siebie. Zostawił mnie w chaosie i niepewności, z potłuczonymi kawałkami tego, kim myślałam, że jestem.

Zagubiła się moja pasja, straciłam siłę, a moje cele okazału się tylko ulotnym marzeniem. Jakie słowa mogą to opisać?…

“Ból jest nieunikniony, cierpienie jest wyborem.” Tylko jak tu nie cierpieć, kiedy drżysz w strachu, bo ziemia zapada ci się pod stopami? Jak możesz wznieść się ponad ludzkie emocje, kiedy cały twój świat zamienia się w garstkę pyłu?

Nie ma sensu z tym walczyć. Życie jest jakie jest. Żyć muszę, więc skrywam głęboko moje słowa i cichutko idę dalej, szukając małych kropel deszczu, które – jak lupa – powiększają promienie słońca, delikatnie prześwitujące przez chmury. Te małe chwile pomagają mi przetrwać, mimo tego, co boli za zamkniętymi ustami; mimo wyczerpania ukrytego za uśmiechem.

Nie każ mi mówić. Po prostu mnie przytul i ukoj moją ciszę.