Obnażenie Noworoczne

Posted by Lorelai on styczeń 1, 2015

Miniony rok był najcięższym rokiem mojego dotychczasowego życia. I najbardziej odkrywczym. Pomimo złamanego serca, pomimo wewnętrznego i zewnętrznego bólu, czuję się wyzwolona. Boję się jak cholera, ale jestem pełna nadziei.

Zobaczyłam, jak błędne były moje dominujące zachowania i zaczęłam je zmieniać. Zrozumiałam, że powielam wzorzec relacji rodzinnych, tak dobrze mi znany z dzieciństwa. Byłam jak moja matka, mój mężczyzna jak mój ojciec. Znając konsekwencje takiego związku, stałam się bardziej uważna w słowach i czynach. Jakże mnie to wyzwoliło! I kosztowało utratę partnera.

Zobaczyłam pułapkę iluzji, w jakich żyłam, i zaczęłam się je z siebie zdejmować. Długo nosiłam maskę bezpieczeństwa, która ukrywała moją wewnętrzną delikatność i zwykłe ludzkie słabości. Zaczęłam głośno mówić moją prawdę i pokazywać moją autentyczną twarz. Jakże mnie to wyzwoliło! I kosztowało utratę najlepszej przyjaciółki i zerwanie kontaktu z matką.

Zobaczyłam samolubne potrzeby, które zaspokajałam poprzez ‘bezinteresowną’ pomoc innym. I zrozumiałam, że te potrzeby już nie są dla mnie ważne. Gdy potrzeby przestały być potrzebne, pomoc innym straciła znaczenie. Jakże mnie to wyzwoliło! I kosztowało utratę pracy i życiowych celów.

Zobaczyłam, że ból fizyczny był jedynie odzwierciedleniem nierozwiązanych problemów, ukrytych gdzieś w zakamarkach mojego umysłu. Wciąż nie wiem, o jakie problemy chodzi, ale przestałam zmuszać się do bezustannego polepszania mojego zdrowia. Zaakceptowałam, że kiedy przyjdzie na to czas, dowiem się tego, czego mam się dowiedzieć i zrobię to, co mam zrobić, aby czuć się dobrze. Jakże mnie to wyzwoliło! I kosztowało wiele bezsennych nocy i niekończącą się agonię bólu.

Zobaczyłam, jak moje ego, trzymając wszystko ‘pod kontrolą’, stoi na drodze mojego rozwoju. Odpuściłam kontrolę i zaakceptowałam boski plan mojej Duszy. Ego nie było szczęśliwe, ale moja Dusza zamigotała światłem gwiazd. Jakże mnie to wyzwoliło! I kosztowało utratę poczucia bezpieczeństwa.

Zobaczyłam, że jestem tylko człowiekiem. Zaakceptowałam, że nie muszę być silniejsza, mądrzejsza, lepsza i ‘bardziej’ w jakikolwiek sposób. Przyjęłam do serca moje wady, jako ważne części mnie, których nie muszę się wstydzić ani ukrywać. Jakże mnie to wyzwoliło! I kosztowało utratę silnej fasady, mojej maski, mojej ochronnej zbroi.

Straciłam mojego mężczyznę, ale nigdy nie utracę wspomnień miłości, która kiedyś trwała. Jest miejsce i czas na każdy związek. A może gdzieś, kiedyś jest jakiś kolejny, który mnie czeka?

Straciłam przyjaciółkę, ale zyskałam wiele innych w najmniej spodziewanych momentach. Nauczyłam się, że kiedy otworzę się na ludzi, gdy pozwolę im sobie pomóc, będą przy mnie wtedy, gdy ich będę najbardziej potrzebować.

Straciłam matkę, ale relacje z ojcem, które kiedyś nie miały szans zakiełkować, wybuchły z niesamowitą mocą. Moje wewnętrzne dziecko czuje się bezpieczne i zadbane.

Straciłam moje marzenia, ale uświadomiłam sobie, że może dążyłam nie do tych, co trzeba? Być może to nie były moje marzenia, ale marzenia ego, i może moja Dusza ma dla mnie inne zadanie? Otworzyłam serce i teraz korzystam z każdej okazji, którą przynosi mi życie. Są to znaki do celu na drodze mojego przeznaczenia.

Ucząc się akceptacji i uwalniając kontrolę połączyłam się z samą sobą w takim stopniu, o jakim nie miałam pojęcia. Połączyłam się też z moją córką, z nowymi znajomymi, a także z tymi dawnymi, ale na kompletnie innym poziomie. Już nie muszę być sama.

Ból wciąż istnieje – cierpi moje ciało, krwawi serce. Ale przestałam się szamotać. Wszystko to jest potrzebne z powodu, który kiedyś zostanie mi objawiony. Ufam w boskie przewodnictwo mojej Duszy. Jestem wolna.