Ona

Posted by Lorelai on wrzesień 10, 2014

smallgeishaBiegnę.

Uciekam od świata.

Uciekam od nigdy nie kończących się oczekiwań.

Uciekam w ból, moje wybawienie.

Ból jest dopuszczalny, niemoc i rozpacz już nie. Nie wolno mi narzekać, tracić nadzieji, być słabą, poddać się. Nie mi – wszechmogącej Słuchającej, Życzliwej, Pomocnej.

“ONA jest taka silna, taka inspirująca, taka zdolna. Da radę ocalić świat po dwóch godzinach snu” (nie zna luksusu beznadziejnego samopoczucia i narzekania na bezsenność).

“Poproś JĄ o pomoc, o radę, o wsparcie. Ona ci nie odmówi i nie będzie chciała nic w zamian. Ona nigdy nie mówi NIE” (nawet jeśli w magiczny sposób musi zmieścić 48 godzin pracy w 24 godzinną dobę).

“ONA zawsze stawia innych na pierwszym miejscu” (pozwalając sobie jedynie na znikomy, samotny szloch w ciemnej uliczce, gdy jej samej odmówiona zostaje życzliwość i oznaki człowieczeństwa).

“Chcesz na kogoś zwalić winę? Obwiń JĄ. Weźmie ją na siebie. Jest taka wyrozumiała”.

“Chcesz kogoś wykorzystać? Wykorzystaj JĄ. Ona się na to zgodzi. Jest taka życzliwa”.

“Chcesz się na kimś wyżyć? Uderz JĄ. Ona to wytrzyma. Wyliże swoje rany”.

Moja dobroć, moja tolerancja, moja wyrozumiałość, moja zdolność radzenia sobie, moja chęć pomocy stały się moimi największymi wrogami. Byłam wykorzystywana, obrażana, maltretowana i zraniona zbyt wiele razy. I gdzie jest teraz ta moja siła? Jak mam uleczyć moje własne rany zadane przez tych, którym służyłam? Oddałam całą siebie aby tworzyć Życie, urzeczywistniać Marzenia, czuć Miłość. Jestem pusta, ale wy tego nie widzicie. Już nie mam nic do dania, ale jesteście oślepieni iluzją mnie, jaką sobie stworzyliście, aby dalej brać to, czego ode mnie potrzebujecie. Nie znacie mojej twarzy, a jedynie maskę, w jaką mnie ubraliście. Kiedy ją zrywam, jakaś pomocna dłoń zaraz nakłada mi koleją. Może i nową, może nieco inną, ale wciąż nieprawdziwą.

Nie porafię uniknąć bycia tym, kim chcecie, żebym była. Nie mam siły walczyć o siebie. Więc oto jestem – uciekająca w jedyne bezpieczne miejsce, jakie znam – w mój ból. W moje cierpiące ciało, moją zmęczoną skorupę, moje zużyte sanktuarium. W moją jedyną dopuszczalną kryjówkę.

Tak jak lampa oliwna, dodawałam światła ciemności. Ale każda lampa wypala się, jeśli ktoś nie doleje do niej więcej oliwy. Teraz wiem, że to nie wasza wina. Ja na to pozwoliłam. Nigdy nie prosiłam was o pomoc, bojąc się pokazać moją prawdę, moje słabości, moje rany, moją prawdziwą siebie. Teraz już nie jestem Światłem. Już więcej nie proście. Dajcie mi po prostu być.

Już nie jestem NIĄ. Jestem Lorelai – Delikatna, Bezradna, Łagodna, Słaba. Ludzka. Spójrzcie poprzez barykadę choroby i pocieszcie moją Duszę. Wtedy dowiecie się kim naprawdę jestem. Perfekcyjna w moim braku perfekcji.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.