Twarzą w Twarz z Demonami

Posted by Lorelai on kwietnia 9, 2014

IMG_0328Tego miłego letniego dnia zawołało mnie miejsce, w którym straciłam wiarę w Boga. Podczas moich letnich wycieczek do Domu wiele razy je mijałam, ale nigdy nie miałam ochoty tam wejść, nie tak silnej jak dzisiaj. Zawsze czułam jedynie obezwładniający lęk, taki, przy którym uginały mi się nogi w kolanach.

Tego miłego letniego dnia zawołało mnie miejsce, w którym straciłam wiarę w Boga. Podczas moich letnich wycieczek do Domu wiele razy je mijałam, ale nigdy nie miałam ochoty tam wejść, nie tak silnej jak dzisiaj. Zawsze czułam jedynie obezwładniający lęk, taki, przy którym uginały mi się nogi w kolanach.

Dzisiaj jest tak samo jak Wtedy – ciężkie powietrze unosi się nad chodnikem, tańcząc falą gorąca. W środku jest nieco chłodniej, ale i tak trudno jest oddychać.

Wtedy stałam otoczona tłumem. Wokół szepty, zapach potu, tysiące niespokojnych myśli. A może to była nuda?…. Teraz jest już po godzinach, więc tylko parę osób, to tu, to tam, szuka nadziei i odpowiedzi. Albo po prostu uciekają w chwilę samotności?

Na początku chciałam przejść się naokoło, ale przytłaczające odczucie Wtedy zakręciło mi w głowie. Usiadłam z sercem wyrywającym się z piersi. Wysoki sufit kręci się w kółko, opada coraz niżej, zamyka się mnie …

“Oddychaj”, przypomniałam sobie. Przecież to jedynie iluzja niebezpieczeństwa stworzona przez głębię mojego umysłu. Nic się nie dzieje. Lęk nie jest realny.

”Zostań, Lori, nie uciekaj. Dasz radę, tylko oddychaj.”

Mój nadopiekuńczy umysł, głupio wierzący w zagrożenie mojego życia, wpuścił do mojego krwioobiegu substancje chemiczne. Zamgliły mi oczy, skróciły oddech, przyspieszyły bicie serca w oczekiwaniu na walkę lub ucieczkę. Jeśli nie dodam im mocy w akcie samoobrony, rozpuszczą się i znikną w ciągu 20 minut.

”Oddychaj, Lori.”

Rozglądam się. W oknach pełno twarzy z pustymi oczami. Anioły z rogami ukrytymi w aureolach. Prześladują mnie. Potępiają mnie…. Dlaczego?

“Już nie jestem Czarownicą!” – nagłe wspomnienie z życia przeżytego tak dawno temu. Te same twarze wypełnione złością. I lękiem?… Ręce ściskające moją szyję, trzymają mnie pod powierzchnią wody. Nie mogę oddychać!

“Obudź się, Lori. To tylko twarze zamrożone w czasie w obrazkach na szkle. Oddychaj. Właśnie tak. W Teraz jest mnóstwo powietrza.”

Niespodziewany przypływ smutku. Tak długo mnie nie było! Nie wiń mnie – to ty mnie nie ochroniłeś. Tak samo jak nie ochroniłeś świata przed fałszywymi prorokami, twierdzącymi, że głoszą Twoje słowa na Ziemi. Kryją się za zasłoną ostatecznej sprawiedliwości, ale ich oczy kłamią.

Chciwość.

Żądza władzy.

Strach.

Ból.

Wierzę w Ciebie – w Najwyższą Moc, której jestem częścią. Nie wierze w ułudę kościoła. To tylko budynek, w którym pracują ludzie. Ludzie, którzy nie mają nade mną władzy, jako, że jesteśmy tacy sami. Nie zgrzeszyłam, bo grzech nie istnieje. Idę przez życie wyciągając wnioski z każdego postawionego kroku. Nie ma dobra i zła.

Nie osądzaj mnie. Nie karaj mnie. Już nie będę więcej karać sama siebie, bo jestem czysta, jak każda iskierka Boskiej Miłości, doświadczającej życia tutaj, na Ziemi. Jesteśmy w podróży ze Światła, poprzez Ciemność, do Światła.

Piękny jest ten budynek. Ile pracy musiało być włożonej w każdy detal. Cieszy mnie jego piękno, kunszt robotników, którzy bez ustanku tworzyli Sztukę, w pocie czoła, o głodzie, w tęsknocie za rodziną.

Tak, będę radować się Sztuką, ale nie uklęknę przed iluzją. Fałsz. To wszystko to tylko imitacja. Prawdziwe jest tylko to, co znajdziesz w sercu.

Uwalniam wszystkie osądy, wszystkie kary, cały ból. Kąpię się w Świetle Jedności. Zawsze było we mnie.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.