Plaster opatrunkowy

Posted by Lorelai on grudzień 3, 2014

IMG_1072Zauważyłam, że ostatnimi czasy bardzo popularne stały się wszelkiego rodzaju narzędzia do ulepszania siebie: praca nad poczuciem własnej wartości, coaching, mówcy motywacyjni i wszystko to, pozwala wyciągnąć się z dołka i żyć ‘pozytywnie’.

Zauważyłam także, że pozytywne myślenie jest jedynie tymczasowym rozwiązaniem.

Polepszanie samopoczucia poprzez koncentrację na tym co w życiu dobre działa, nie przeczę. Ale działa jedynie przez pewien okres czasu. To tak jak przyklejenie plastra opatrunkowego na otwartą ranę. Chwilowo zatrzyma krwawienie, ale bez szwów rana się kiedyś znów otworzy. I najprawdopodobniej bonusem będzie zakażenie i brzydka blizna.

Masz w sobie mnóstwo warstw myśli i emocji. I kolejne warstwy emocji i myśli. A między nimi wiele doświadczeń spowodowanych tymi myślami i emocjami, które reafirmują to jedno przekonanie, schowane gdzieś w głębi ciemności twojego ego. Zmiana negatywnej myśli , unoszącej się gdzieś na szczycie tego snopka siana, w myśl pozytywną poprzez afirmacje, wizualizacje i inne, zazwyczaj pomocne narzędzia, na dłuższą metę nie zda egzaminu.

To jedynie plaster. Z wirusem czychającym tuż pod jego powierzchnią.

Faza oduczania się nieprawdziwych przekonań, podnoszenia pewności siebie i wzrastania jako człowiek jest jak najbardziej potrzebna. Tylko wtedy, gdy wydaje ci się, że wiesz kim jesteś i że osiągnąłeś to, co ma cię uszczęśliwić, możesz uświadomić sobie, że to nie tego szukałeś.

Musisz zanurzyć się w warstwy, które tak uważnie zbudowałeś. Szukać myśli poza myślami i dokopać się do tego co niektórzy zwą ‘rdzennym przekonaniem’. Albo jeszcze głebiej. Wydaje mi się za za tym wszystkim istnieje pewne cierpienie twojej Duszy; tęsknota za czymś co się zagubiło, a co nadawało życiu sensu.

W każdym z nas jest takie miejsce do którego musimy dotrzeć w tej niekończącej się wędrówce przez życia. Dojść poza lęk, i ból, i smutek. Poza myśli, emocje i przekonania. Przejść przez wszystkie nasze warstwy i zajrzeć głębiej niż wydaje się możliwe. Wejść do jaskini, która kryje w sobie esencję naszego cierpienia. Musimy. Jest to nieuniknione.

Na ścieżce sapomoznania przechodzisz przez lata terapii, doradztwa osobistego i pracy wewnętrznej, odkrywająć warstwy za warstwami, uleczając jedną traumę za drugą. A kiedy wydaje ci się, że się z nimi wszystkimi uporałeś, nadchodzi największy test: egzamin, który, jeśli zostanie poprawnie zdany, pozwoli ci bez wysiłku trwać w takim dobrym, pozytywnym miejscu. Bo to właśnie za tym błogim stanem wewnętrznego spokoju zawsze tęskniliśmy. I to on jest końcową nagrodą.

Na każdego z nas czeka inny test, choć wszystkie są w swojej esencji do siebie podobne. Może będzie to utrata wszystkiego co zbudowałeś w materialnym świecie. Albo ciężko zachorujesz. Albo zostaniesz porzucony. Albo może poraz kolejny twoje cele i marzenia zostaną zdeptane i wyrzucone do kosza na śmieci.

Przez tak wiele lat ciężko pracowałeś nad uwolnieniem traum i przekonań oraz nad zbudowaniem poczucia własnej wartości i pozytywnym podejściem do życia. I już wydawało ci się, że w końcu dotarłeś do miejsca w życiu, gdzie możesz żyć w spokoju i zadowoleniu. Ale nie – znów ziemia się pod tobą otwiera i wszystko wali ci się na głowę. I w tym właśnie momencie zaczynasz kwestionować ile był wart ten cały twój wysiłek? Czy miał jakieś znaczenie? Jeśli miał, to dlaczego nie możesz po prostu mieć świętego spokoju? Zaczynasz tracić wiarę we wszystko co robiłeś i nad czym pracowałeś.

I to jest właśnie twój test. W najgłębszym z głębokich dołków nadchodzi moment, gdy zadajesz sobie pytanie: co ja właściwie przez cały ten czas robiłem? Co dała mi ta wewnętrzna praca? Spokój i szczęście?  Czy może kontrolę?

Rozwój osobisty nauczył cię, jak kontrolować siebie i , częściowo, swoje otoczenie. Jak panować nad emocjami, wybierać myśli, oczekiwać uznania za swoje dokonania i nagrody za swoje dobre uczynki. Nauczyłeś się doceniać siebie za to, co udało ci się osiągnąć. Wpisywałeś na na listę powody, z jakich zasługujesz na szczęście i dlaczego powinienieś kochać siebie. Ale to są tylko słowa i koncepcje. Czy tak naprawdę cenisz i kochasz siebie? Czy tylko powtarzasz sobie afirmacje, w które nie wierzysz? Czy ceniłbyś siebie bez swoich sukcesów i rzeczy, które zgromadziłeś?

Praca. Osiągnięcia. Kontrola.

Celem życia stały się działania, mające na celu uzasadnić twoje prawo do istnienia. Wmawiasz sobie, że jesteś zadowolony z życia, bo tyle nad sobą pracowałeś, przeczytałeś tak wiele książek, brałeś udział w tak licznych sesjach terapeutycznych, kursach i seminariach. Tak ciężko pracowałeś, aby stać się tą pozytywną, szczęśliwą osobą. Ale czy naprawdę jesteś szczęśliwy? Czy tylko potrafisz dobrze kłamać?

Tak naprawdę, w głębi siebie wiesz, że nie osiągniesz wewnętrznej nirwany poprzez przywiązywanie się do rzeczy. I nie mam tu na myśli jedynie dóbr materialnych. Zintegrowałeś się z konceptem o sobie, jaki stworzyłeś bazując na iluzjach systemu, w którym żyjesz; systemu, który określa co jest dobre, a co złe oraz jak ma wyglądać szczęście. Uzbierałeś wiele umiejętności, cech charakteru i idei o tym kim jesteś i wykreowałeś z tego obraz siebie. Ale obraz to nie ty. To jedynie kolejna iluzja.

Prawdziwego wewnętrznego szczęścia nie da się zdobyć poprzez naukę kontroli. Jedyną drogą jest odrzucenie wszystkiego, co stworzyłeś i pozwolenie aby twoje prawdziwe ja wyłoniło się na światło dzienne.

Odrzuć wszystkie myśli, jakie o sobie masz. Kim jesteś, gdy rozbierzesz się i staniesz nago twarzą w twarz ze Wszechświatem?

Poczuj siebie. Poczuj swoją Duszę. Pozwól, aby powiedziała ci, czego chce. Przestań myśleć, a zacznij czuć. Pozwól, aby życie się zadziało.

Odpuść potrzebę kontrolowania swojego życia, a życie przyniesie ci to, czego twoja Dusza potrzebuje do szczęścia. I zaczniesz kroczyć swoją ścieżką z pokojem w sercu i uśmiechem na ustach. A czyż to nie o to chodziło od początku? …